A A A

Niedomknięta mazurska pętla

 

 

Niedomknięta mazurska pętla


Autor: Zdzisław Prusisz
12.10.2004




Miejsce, którego bałem się najbardziej okazało się najprostszym.

Mieszkam daleko od jakiegokolwiek żeglarskiego akwenu, jednak co roku kilka tygodni żegluję. Umożliwia mi to jacht typu Mak 606, który zbudowałem kilkanaście lat temu i co roku wywożę w różne miejsca. Zainspirowany książką Wojciecha Kuczkowskiego „Szlak Wielkich Jezior Mazurskich” na sezon 2004 wymyśliłem trasę z jeziora Buwełno do jeziora Tyrkło. Zaplanowałem wodowanie jachtu we wsi Cierzpięty nad j. Buwełno, wpłynięcie na j. Ublik Wielki, powrót na Buwełno, następnie j. Wojnowo, Niałk Mały i Duży, dalej z j. Niegocin szlakiem Wielkich Jezior na Sniardwy do Okartowa i na j. Tyrkło. Zamknięciem pętli miał być spacer przez piękny las (około 1,5 km) do Cierzpięt po samochód i przyczepę.  

Aby uniknąć tłoku na drogach i na wodzie, wodowałem jacht w czerwcu, w poniedziałek po długim weekendzie. Na wstępie zdenerwowały koleiny, które ktoś wyrył traktorem na brzegu w jedynym miejscu umożliwiającym wodowanie. Trochę trudno było wymanewrować tyłem przyczepą z jachtem i osobowym samochodem o prześwicie 15 cm (Renault 25) bez wpadnięcia w te ślady, ale udało się. Potem było już tylko dobrze lub wspaniale, chociaż było wiele deszczowych dni, a piękny plan musiałem kilka razy korygować.


Na jezioro Ublik Wielki nie udało się wejść, bo strumień już przy ujściu do j. Buwełno zablokowała powalona olcha, do której bez piły motorowej nie było sensu podchodzić.
Głaźną Strugę udało się przebyć, chociaż na pierwszy rzut oka sprawa wydawała się beznadziejna. Właściwie przebywałem ją 5 razy. Przejście pierwsze i powrót do jachtu to był rekonesans, w trakcie którego rozeznałem tylko, co mnie czeka i odstawiłem na brzeg kilkanaście brukowców i nieco większych kamieni. Przejście trzecie było pracowite, z siekierką i kijem-miarką z zaznaczoną szerokością jachtu 2,5 m i zanurzeniem 35 cm. Żegluję z żoną i psem, więc na pomoc załogi w tych pracach wodno-inżynieryjno-budowlanych nie mogłem liczyć. Najgorzej było pod kamiennym mostkiem.

W środku strumienia leżał głaz, który nawet w wodzie ledwie dał się poruszyć. Było nad nim mniej niż 30 cm wody, a szerokość lustra wody jakieś 2,2 m. Wyżej było trochę szerzej, do 3 m, ale co z tego. Próbowałem wydłubać trochę kamyków pod fatalnym głazem, którego nie byłem w stanie przetoczyć. Nic z tego. Podłoże sprawiało wrażenie wybetonowanego. Pewne nadzieje wiązałem już tylko z tym, że mój Mak 606 pod dnem w okolicach skrzyni mieczowej ma podstępkę 8-10 cm. Może pochylenie jachtu na burtę pozwoli ominąć przeszkodę. Trochę kłopotu sprawił dren studzienny, który jacyś niemądrzy ludzie wrzucili do rzeczki w innym miejscu. Musiałem obudować go kamieniami i jakąś kłodą, aby nurt poszedł bokiem i nieco podniósł się. Siekierka też bardzo się przydała. Żonie nie wspominałem o swoich wątpliwościach dotyczących przeprawy. Ona jeszcze przed próbą wiedziała, że nic z tego nie będzie.

No i zaczęło się przejście piąte z jachtem prowadzonym za dziób. Miejsce, którego bałem się najbardziej okazało się najprostszym. Wystarczyło wstrzymać jacht na kilka chwil i poziom rzeczki w obudowanym wąskim korycie, po zaczopowaniu nurtu kadłubem jachtu, podniósł się o brakujące centymetry, a nawet jeszcze więcej. W innym miejscu musieliśmy obciążać raz dziób jachtu, a później rufę, aby pod powalonym w poprzek jaru grubym drzewem przeszedł kosz dziobowy, a później rufowa podpora masztu. Udało się.

Popróbowałem jeszcze szlaku Piękna Góra – Dejguny, ale odłożyłem go na sezon 2005.
Boczne szlaki Wielkich Jezior Mazurskich spodobały się nam do tego stopnia, że postanowiłem podziękować autorowi przewodnika. Szukając jego namiarów w internecie trafiłem na Wasz gościnny „Port21.pl” i relację Krzysztofa Kozerskiego („Mazurska pętla” część 1, część 2), który pętlę pokonywał parę dni przede mną, w przeciwnym kierunku.

Musiałem napisać! Chociażby po to, by oprotestować propozycję przebudowy Głaźnej Strugi.
Boczne szlaki są piękne i nie zatłoczone dzięki takim „uchom igielnym” jak Głaźna Struga. Dla mnie główny urok tych szlaków to właśnie „mało komfortowe warunki” jak to ładnie określił pan Kozerski w swojej relacji. Nie ufam ponadto fachowcom, którzy poprawiają to, co w przyrodzie nieźle funkcjonuje wiele lat.

Na koniec wypada dodać, że jestem emerytem, podobnie jak moja żona. Skoro dwoje emerytów z psem przebywa szlak jachtem średniej wielkości, to młodzi ludzie na podobnych lub mniejszych łódkach nie powinni mieć trudności.



Artykuł pochodzi z Port21.pl - Magazyn Wodniaków
http://www.port21.pl
redakcja@port21.pl